Dzisiaj kolejny post będący hejtem w waszą stronę. Wybaczcie, macie do czynienia z hejtującą hiporytką.
Parówki, wszyscy je znacie, prawda? Pewnie większość z Was zajada się nimi w domowym zaciszu.
Z parówkami jest bardzo ciekawa sprawa. Zobaczmy, co mówi biblia gimnazjalistów(wikipedia) na jej temat:
Parówka – wędlina drobno mielona, nietrwała, często spożywana w postaci hot doga, zapiekana w cieście bądź gotowana i spożywana z dodatkami, takimi jak musztarda, majonez lub ketchup. (źródło: wikipedia.pl)
Paróweczka nasza słynna nie należy do mięs wysokiej jakości. Raczej nazywana jest odpadem. Chodziły nawet legendy, że produkuje się ją z papieru toaletowego. Nie ma wątpliwości jednak, że powstaje z odpadów garmażeryjnych. Nie jest to rarytas, który dobre matki podają swoim pulchniutkim pociechom ani nie chwalimy się znajomym, że zjadamy ich 5 na kolację.
Co byśmy nie zrobili parówka zawsze pozostanie parówką. Tanim...zmielonym...czymś. Nieważne z czym ją podamy. Czy wetkniemy ją w bułę od hot-doga. Czy zwinnie zawiniemy w ciasto francuskie czy nawet podamy z modnymi krewetkami. Parówka to parówka.
Tak samo jest z ludźmi. Cham pozostanie chamem, nawet jeśli przepuści Cię w drzwiach. Ignorant nadal nim będzie, nawet jeśli raz zapyta o twoje uczucia. Słoma zawsze będzie wystawać z butów. Jak to się mówi: "nie szata zdobi człowieka." I nie da się nawet pod najpiękniejszą sukienką czy garniturem ukryć prawdziwego ja. To zawsze wraca. Prędzej czy później. Rodzimy się tym, kim jesteśmy i tak umieramy. Tak, jak parówka nie zmieni swojego składu pod przykryciem ciasta francuskiego, tak maż po ślubie nie przestanie Cię bić.
Tym mięsnym akcentem, chcę skończyć ze swoją hejtującą krucjatą.
Całuję, Hania.




0 komentarze :
Prześlij komentarz