Przychodzi piątek, piąteczek, piątunio. Weekendu początek. Po nim jest dłuuugo wyczekiwana SOBOTA!
Cały tydzień pracujemy w pocie czoła, uczymy się pilnie. Wykonujemy miliony obowiązków domowych. Ciągle gotujemy, sprzątamy, myjemy cholerne naczynia. Chodzimy ubrani według zasad panujący w pracy, szkołe, itp. Nie mamy czasu porządnie się wyspać. Nie mamy czasu być sobą. Ciągle coś. Trzeba wstać rano, zrobić śniadanie, ubrać się w sztywny garnitur albo koszulkę MCdonald's. Ktoś musi dzieci do szkoły odwieźć. Potem 10h w pracy. Obiad trzeba ugotować, zrobić pranie, poodkurzać. Robi się 12 w nocy i czas do łóżka, żeby móc zacząć kolejny dzień. POTEM przychodzi weekend. WOLNE.
Tak naprawdę to sobota jest naszym dniem. Przychodzi wieczór. Czas imprezy! Przebieramy się w wymyślne ciuszki. Często wyzywające, kolorowe. Niektórzy twierdzą nawet, że nie w naszym stylu. Mocny makijaż albo w ogóle makijaż to podstawa. W tygodniu nie ma na to czasu. Praca nie pozwala nam na takie luksusy. Czujemy się pięknie, pewnie i błyszcząco. Panie układają misterne fryzury, panowie wylewają tony żelu/brylantyny na włosy. Kiedy jesteśmy gotowi wyruszamy w poszukiwaniu przygody!
Miasto tętni życiem. Wszyscy się śmieją, flirtują. Wszystko jest cudowne, my jesteśmy cudowni.
Piwko, jeden shot, drugi, trzeci. Czas zapalić fajkę. Kolejne shoty. Kolejny lokal-kolejna wódka. W głowie się kręci. Aleee jeeeessss tuuuu suuuudoooownieeee! Szalona impreza! Wszystko wiruje. Żadnych rozmów o pracy, żadnych dzieci, żadnego prania. Za to luz, zabawa, dużo śmiechu i tańca do rana. Panie są podrywane, czują się seksownie. Panowie, samce alfa, szukają swoich zdobyczy. Zaczynamy robić, rzeczy, których byśmy się po sobie czy po naszych znajomych nie spodziewali. Programista no-life jest królem imprezy, wszystkie panienki są jego. Księgowana, szara myszka, zazwyczaj ubrana w szarą garsonkę do kolan, dzisiaj w obcisłej, ledwo zakrywającej tyłek kiecce tańczy na stole. TO WINA ALKOHOLU. To zawsze jego wina. A może to wina weekendu? Bo gdyby nie on, nie imprezowalibyśmy do rana. Asienaebaem. Niee, to wina alkoholu. On robi z ludźmi...no właśnie co robi? Stajemy się wyluzowani, otwarci, szczęśliwi. A może alkohol nas nie zmienia? Może stajemy się sobą? Cały tydzień dostosowujemy się do reguł, obowiązków. Nie mamy czasu być sobą. Jesteśmy stłamszeni przez szarą codzienność. Weekend, alkohol, dają nam luz, którego tak brakuje. Wreszcie możemy się otworzyć i być sobą. Dzika strona naszej osobowości wreszcie może ujrzeć światło dziennie...a może światło nocy? Blask księżyca? Blask neonów w klubie? Umcy, umcy, umcy. Bum, bum, bum. Wszyscy narzekamy: alkohol to zło, co on robi z ludźmi, robimy głupie rzeczy w dodatku na drugi dzień czujemy się potwornie. Mimo to wszyscy do niego wracamy.
A może to kwestia naszego podejścia? Można się wyluzować bez niego. Niekoniecznie tańczyć na stole, ale dobrze się bawić i wszystko pamiętać.
A może to kwestia naszego podejścia? Można się wyluzować bez niego. Niekoniecznie tańczyć na stole, ale dobrze się bawić i wszystko pamiętać.
WASZE ZDROWIE MOI KOCHANI!
Czas spać.
^Alkohol szkodzi zdrowiu.
^Osobom niepełnoletnim i nietrzeźwym alkoholu nie sprzedajemy (NIE BEZ POWODU).
^W ciąży nie piję (DZIĘKUJĘ, MAMO).
^Po pijaku nie jeżdżę (WSZYSCY DZIĘKUJEMY).
Czas spać.
^Alkohol szkodzi zdrowiu.
^Osobom niepełnoletnim i nietrzeźwym alkoholu nie sprzedajemy (NIE BEZ POWODU).
^W ciąży nie piję (DZIĘKUJĘ, MAMO).
^Po pijaku nie jeżdżę (WSZYSCY DZIĘKUJEMY).



0 komentarze :
Prześlij komentarz