Dobre wino? OWSZEM! Bez zastanowienia.
Czasem jednak trzeba się zastanowić...
Krótkowłosa poznaje faceta. Z brodą. Akcja toczy się przy barze. Przy lodzie. Przy wódce i papierosie. Współczesny romantyzm. Zamiast koncertu fortepianowego Bacha w tle jakiś utwór Beyonce. Rozmawiają, rozmawiają, piją i rozmawiają. Czuć napięcie. Lądują u niego w zabałaganionym mieszkaniu. Drzwi do szczęśliwego przybytku otwiera kluczem z Hello Kitty. Rano krótkowłosa ukradkiem ucieka kiedy on jeszcze śpi. Ku swojemu zdziwieniu zostawia mu kartkę ze swoim numerem telefonu. Wie dobrze, że brodaty nigdy się nie odezwie.
Na drugi dzień nieoczekiwany zwrot akcji. Facet z brodą, którego imienia dziewczyna nie pamięta, odzywa się. SZOK SZOK SZOK. Zaczynają znów rozmawiać. Okazuje się być interesującym gościem. Szczerym egoistą, który nie daje się wciągnąć w jej grę. On rozdaje karty. krótkowłosa nie wie, czego może się po nim spodziewać. Zaskakuje ją mimo swojego silnego charakteru i głęboko zakorzenionego egoizmu. Jest w nim coś uroczego i ciepłego. Chce go poznać. Nie poznaje samej siebie. Rozsądek mówi: daj spokój.
Egoista zaprasza na dobre wino. W końcu jest sommelierem. Czego chcieć więcej. Do tego zaprasza do knajpy, w której pracuje. W czasie jego pracy. Wtedy trzeba uciekać. Zastanowić się...powiedzieć asertywne: nie.
Godzina 23.30, ubrana w obcisłą czarną kieckę stoi przed ów restauracją. Zastanawia się co tam robi i czy na pewno pamięta jego imię. Wchodzi i porażka na samym początku. Myli go z kolegą. Nie no, fajnie.
Wieczór mija całkiem przyjemnie. Wino, dużo wino, jeszcze więcej wina. Pan XYZ momentami doprowadza ją do szału. Nic dziwnego, że jest sam. A momentami jest zachwycona, myśli: "dlaczego on jest sam? Ja mogę się nim zaopiekować!" Trudny człowiek. Raz skończony dupek, raz czuły opiekun. Jak może być tyle sprzeczności w jednym(niedużym!) człowieku? Co jest z tym facetem? I przede wszystkim co jest z nią? Oczywiście akcja przenosi się do niego...oglądają ICH ulubiony film, w którym dialogi znają na pamięć. Pięknie, nie? Nagle brodacz bierze stopę..nie swoją oczywiście. Robi masaż. Czy może być cudowniej? MOŻE! Nagle słychać trzask i biedna dziewczyna orientuje się, że nie ma połowy paznokcia. Brodacz obciął piękny paznokieć. Wychodzi i koniec bajki.
Jeśli tak mają wyglądać randki to ja chyba podziękuję. Gdzie ten gentleman, który zabierze Cię na odpowiednią ilość wina do odpowiedniego miejsca i po wszystkim odprowadzi Cię do TWOJEGO domu? Który oczywiście odezwie się następnego dnia i będziesz chciał spotkać się znowu z TOBĄ a nie z kolejną? Gdzie te kobiety, które się na to nie godzą? Co się stało z czasami, kiedy kobiety ni traciły paznokci na randkach?
Zmieniają się czasy, zmieniają się obyczaje...ale po co marnować czas na takie przygody, nawet jeśli są one przyjemne? Ale tak przyjemne, że nie chcesz więcej, ale godzisz się na następną i po każdym razie czujesz niesmak w ustach. I czasami brak Ci paznokcia.
PS. Jak macie ciekawe historie randkowe, o których wstydzicie się opowiadać a wiecie, że powinniście ostrzec świat przed nimi, śmiało piszcie! Anonimowo opiszę jako przestrogę!
Wiem, że zdjęcie stare...ale niebawem wracają tematyczne zdjęcia na bloga!
Pozdrawiam, Hania.
PS. Jak macie ciekawe historie randkowe, o których wstydzicie się opowiadać a wiecie, że powinniście ostrzec świat przed nimi, śmiało piszcie! Anonimowo opiszę jako przestrogę!
Wiem, że zdjęcie stare...ale niebawem wracają tematyczne zdjęcia na bloga!
Pozdrawiam, Hania.

0 komentarze :
Prześlij komentarz